Bardzo samotny po peronie kroczyłem,
choć była w tym samotność ta ze skraju drogi,
ładna pogoda spowiła tego dnia niebo
choć czas był to wnet błogi
w trwożny los drezyn nie zawątpiłem

To wszystko zaczęło się tak dawno, Ech!
nieskrępowana radość , zdjęcia i śmiech


Nawet gdy dyrektor przyjeżdzał, dało się jeszcze sytuację ratować.

Drezyna zaś złożona z długich desek
między szynami sinostalowymi
cicho i spokojnie tam gnała
nikt nie przeszkadzał
cicho i spokojnie gnała tam
niemal upojnie

To wszystko wydaje się odległym snem, drżącym niczym motyl.
służba drezyniarza po prostu . 
Meldunek Dyrektorowi, i w drogę. 
i choć w torach pełno ostu
którym nieraz uszkodziłem nogę
Wszystko świeże, czyste, niewinne. 
Czasy były całkiem inne


bez przeszkód w siną dal gnali. 
cele swe w kołysce drezyny poznali. 
Niczym galopujące mustangi, lotne jaskółki. 
My - i żeliwne tryby - jedno ciało.
Szyny-podkłady-śruby - nasze jedyne przyjaciółki
a linii do jeżdzenia wciąż mało i mało


Teraz jednak zaczęły dziać się niedobre rzeczy.
Wredni drwale poróżnili się z nami, i zaczęli utrudniać nam nasze peregrynacje.
Czuliśmy ich oddech na naszych karkach. Kroczyli za nami krok w krok, jednocześnie kryjąc się w lasach, gdyż w równej walce nie mieliby szans.
Tak jednak nas rozbili. Byliśmy słabi w jednym punkcie.

A nawet w dwóch punktach.

Jak potoczą się dalsze losy? O tym dowiemy się już wkrótce.
Pamiętajmy, że posiadamy pojazdy pancerne, w tym Granadę.
I że drezyniarze nigdy się nie poddają!!!!!!!!!!!!


Uwadze naszej nie może też umknąć, że KMR o tej porze powinien spać, a nie pisać bzdurki...
© KMR 11-02-2004, Gdynia, 05:59

Valid HTML 3.2!